niedziela, 4 września 2016

Klucze i telefon

Zabralam mu klucze zeby nie mogl wejsc ale kolo drzwi przechodze drzac...
Wiem ze nie ma slow ktore moglabym uslyszec lub przeczytac ale z telefonem wchodze nawet do lozka...
Bylam zobaczyc jego puste juz na zawsze miejsce postojowe w garazu nie wiem po co...

Trudne te poczatki konca...
I wszystkie takie same...

Czlowiek jednak nie madrzeje z wiekiem.

W aucie palilam papierosy wracajac w nocy zeby zagluszyc zapach martini. Mam wrazenie ze po dwoch dniach ciagle smierdze.

Zatrzymac sie mnie nie da...

Nie da sie. Nie ma takich slow. I nie ma obietnic w ktore uwierze. Tresc tej piosenki dzis juz nie o mnie. Dawalam sie zatrzymywac kilka razy. Komunikujac dysonanse w sprawie dzieci i stanowiska powszechnej niecheci i nietolerancji. Zamiast lepiej bylo coraz gorzej. Coraz bardziej tym zachowaniem obsikiwal swoje terytorium. Teraz cos peklo. Znowu serce walnelo mi o podloge. Ile jeszcze razy moze? Czy jest gdzies samiec alfa ktorego potega nie tkwi w rozporku tylko w glowie? Takiego chce!

Zatrzymaj mnie
Nie daj mi odejsc
Zapomne Cie
Nie bedzie juz nic
Dzis jeszcze my
Jutro juz nic

Klamstwo i buractwo po raz drugi

Znowu klamstwo. Znowu obrzydliwe. 

"Tylko prosze Cie nie mow do mnie... Tylko nie mow do mnie jak do zony...
Na klamstwach sie znam tak jak Ty... " 

I te prosby kolezenskie lepkie jak ... "Tylko nie mow Justynie". O papierosach???? OMG!!! 

Jaki ja mam defekt? Co ja komu zrobilam? Czy moze moje wymagania sa zbyt wygorowane? Czy moze wybieram slabych kretaczy. I dlaczego ten co mial byc znowu na zawsze znowu jest na chwile? 

Mysle ze jestem za silna. Za dominujaca. Za surowa. Ale nie chce tego zmieniac. Potrzebuje faceta ktory jest silny podobnie ale dla mnie mieknie. Nie chce kogos kto stara sie mnie zmieniac. Kogos prostujacego moje sciezki. Kogos komu sie wydaje ze wie lepiej na jakiej wysokosci powiesic suszarke do prania, wieszajac ja jednoczesnie na zbyt krotkich kolkach... Czy ja mu mowilam jakie maja byc kolki? To dlaczego on wie na jakiej wysokosci ma byc suszarka do nedzy... 

Pali sie we mnie zar i  bucha ogien. Nie kokietuje. Mam swoje lata zeby znac sie i wiedziec jak oddzialuje na otoczenie. Ta energie mozna wykorzystac, nie wolno jej probowac gasic. Bo zorientuje sie i uciekne o 3 rano. 

Demo bylo cudowne, rzeczywistosc inna. Niesamowita niechec do ludzi zderzona z moim dla nich uwielbieniem, otwarciem i pozytywnym nastawieniem nie okazala sie zimnym okladem i ochrona przed rozczarowaniem lecz sciagajacym w dol podszytym strachem i brudem nie moich lekow i nie moich rozczarowan ciezarem. 

Nigdy nikt nie bedzie zle traktowal moich dzieci. I nie chodzi o dyskusje w zakresie dobra i zla. Chodzi o to jak ja to widze. Nie jest dla mnie jaki powinien. Zmieniac kogos nie tylko nie mam prawa. Nie ma to tez sensu. On ma prawo pozostac soba i byc z kims kto szanuje jego leki. Jego stosunek do swiata. Ja tez nie jestem dla niego wlasciwa. Jestem za otwarta, za bardzo sie spoufalam, za bardzo licze sie z innymi ludzmi... "Za bardzo z New Yorku i za bardzo z Kutna"... Przeciez on moze odpowiedziec mi na pytanie o Dubaj, bank i lokaty, rozprawe sadowa i wszystko inne... Niepotrzebnie rozmawiam  z innymi, niepotrzebnie trace czas w nocy na kolezanki, powinnam sie wyspac... Za bardzo zyje przeszloscia... A jak mam myslec o przyszlosci z kims kto nie jest tym na przyszlosc?


bez ciebie
więcej czasu mam
lepiej śpię
robię co chcę
potrafię oszukać się
choć wiem że bez ciebie nie ma mnie
już nie ma mnie
bez ciebie
jestem cieniem 
nie czuję nic
tak lepiej mi jest 
próbuję nie myśleć że
właśnie bez ciebie nie ma mnie
już nie ma mnie


Nie tak mialo byc i z tym musze sobie poradzic. Przeorganizowac wakacje i plany. Pomyslec gdzie bede mieszkac i jak zyc. Powtarzac sobie ze tak lepiej. Zaplanowac samotne weekendy... Czasu bede miala wiecej. "Mialo byc znowu na sto lata. Mialo nie wiac w oczy nam"... Dam rade. Tym razem nie bede przeciagac udawania ze wierze w wyjasnienia i ze wierze w obietnice. Drzew sie nie przesadza, dwa razy do tej samej wody sie nie wchodzi a juz na pewno nie dziesiec... Chyba po prostu nie moge z nikim byc. Bo to krzyzuje moje plany. Moje przywiazanie i oddanie nie tylko jest niedoceniane ale powoduje ze ja osobiscie robie krok w tyl, podejmuje decyzje w innym kontekscie, wszystkie decyzje... finansowe, lokalowe, strategiczne sadowe z bylym mezem... Pryzmat nie moj wlasny ale jeszcze czyjs... znowu niepotrzebnie, znowu na wyrost... znowu konczac w punkcie wyjscia. Moj brak wyrachowania doprowadza mnie do szalu. Powinnam wyprowadzic sie. Nie zrobilby nic zeby mnie zatrzymac. Nic co byloby dostosowane do moich potrzeb. Nie jego.

Chyba najbardziej przygnebiajaca jest mysl o nieodwracalnosci tego co sie stalo... ze on nic nie moze zrobic zebym mu zaufala znowu. Nic nawet zebym wpuscila go choc na chwile do swojego zycia ponownie. Nawet seksu sobie z nim juz nie wyobrazam. Bo nie ufam. Nawet nie mysle czy sie tez puszczal. Przyjelam to za pewnik. 


Bo to wszystko nie tak,  
nie tak, 
nie tak,  
no, a jeśli,  
jeżeli  
nie tak, nie tak, nie to,  
no to po co nam było w to gnać,  
tamto rwać  
iść pod prąd, pod wiatr, 
gniazdo wić  
niby ptak,  
no - jeżeli ma być  
nie tak?  
Słowa jak sztuczny miód, 
ersatz, cholera, nie życie,  
miał być raj, miał być cud  
i ćwiartka na popicie,  
a to wszystko nie tak, nie tak,  
nie to,  
a jeżeli, a jeśli - nie to,  
no to o co, u diabła, nam szło?  
(Osiecka oczywiscie)



czwartek, 16 sierpnia 2012

Już mnie nie rusza ta treść, ale ładna rada...


On nie powróci już
Więc szkoda twoich łez
On nie powróci już
Marzeniom połóż kres
Cierpienie czas ukoi
Tęsknotę uspokoi
Złóż skroń na piersi mojej bądź przyjaciółką mą
On nie powróci już
Choć miłość twoja trwa
On nie powróci już
Nie czekaj ani dnia
Choć serce z bólu kona
Wzgardzona i szalona
Otwiera swe ramiona tym wszystkim, którzy chcą
Tkliwe pieszczoty, ramion oploty
Dni dawne pełne szczęścia i prostoty
Wszystko stracone
Wszystko skończone
Jak teraz uciec od męki i gdzie?

[HENRYK WARS]

I takin' back my heart...


 I'm all through with lovin' you
Wasting my precious time on you
Gonna walk away, walk out,
Kiss this love goodbye
Ain't no words you're gonna say
Gonna change my mind
I don't deserve all the hurt,
Won't put up with the pain
Been too many lies baby,
Too many games
So I'm taking back my heart
Takin' back my heart, yeah
Repossessin' my affection
Takin' back my heart
Because baby, baby, baby
Don't belong to you no more
What did I ever see in you
How could I be so blind a fool
Gonna walk away, walk out,
Take my love and leave
Gonna save it up for somebody
Who really loves me
You don't deserve me around,
And now I'm gonna go
Kiss me goodbye baby,
I'm out the door...

[CHER]

środa, 15 sierpnia 2012

You'll see... now... You saw

 
Uśmiecham się tak inaczej i wierzę w co innego... I jaśniej tak jakoś... I sensu w tym wszystkim jakoś więcej...
Na razie nic więcej nie napiszę bo się boję myśli nazwać.
Ale zdecydowanie mogę powiedzieć... You saw...

Madonna:

You think that I can't live without your love
You'll see,
You think I can't go on another day.
You think I have nothing
Without you by my side,
You'll see
Somehow, some way

You think that I can never laugh again
You'll see,
You think that you destroyed my faith in love.
You think after all you've done
I'll never find my way back home,
You'll see
Somehow, someday

czwartek, 19 lipca 2012

Analiza rozprawy nr 2?

Już po niej. I po zeznaniach moich i naszych koleżanek. I Romy. Niektóre zeznania mimo tego, że zażyte leki okazały się bardzo skuteczne, ściskały moje gardło... Przypomnienie jak organizowałam mu Dzień Ojca, urodziny i jaka byłam śmieszna w tym swoim zakochaniu... wycinaniu serduszek i całowaniu lustra w windzie przez małe usteczka mojej uszminkowanej Dominiki... Przewracał oczami i fuczał pod nosem. Nieprawdopodobne. Zapomniał czy udawał? Nie zgodziłam się na 5 tys. alimentów na Dziewczynki i mieszkanie w 70% przepisane na nie. Uznałam, że chcę bardziej jego WINY na papierze niż zabezpieczenie Dziewczynek w postaci kawałka mieszkania, w sprawie którego będę musiała się z nim bujać życie całe... Tak. Uznanie winy to jest to na czym mi zależy. On nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że miałby mnie z głowy gdyby przyszedł do mnie i powiedział mi to tak po prostu... Ja to chcę usłyszeć... po to też, żeby zaakceptować te ostatnie 10 lat i zamknąć ten czas na klucz. Żeby się oczyścić i, żeby mieć na papierze niejako potwierdzenie, że moje przeczucia i lęki nigdy mnie nie zawiodły. To ja zawiodłam je tłamsząc w sobie ich wołanie.

Byłam z Dziewczynkami nad morzem... polskim... w jego apartamencie... Ależ trzeba być dupkiem żeby 40 metrów nazywać apartamentem... I jakim biednym, małym chłopcem... chyba, tak naprawdę... niekochanym przez mamę, skoro takim zakompleksionym... Pogoda nie była fajna. Deszczowa. I leżałyśmy z anginą na antybiotykach. W łóżku była też koleżanka Niki, którą zabrałam na te wakacje. Drogo tak nieprzyzwoicie, że nie wiem czy nie lepiej siedzieć w domu... Ale koniki w Rzucewie...obłędne! Nowy Właściciel stajni zamkowej jest wymagającym trenerem i podszkoliłam się nieprawdopodobnie! Nawet ten mój maluszek sam już kłusuje cmokając na konia jak perfekcyjna jokeyka!

Ale jak napisał mi, że "wyłudziłam pianino od jego taty i, że sprawiłam, że Dominika myślała, że go porwali, i, że nigdy nie szanowałam jego i jego pracy" to pół dnia chodziłam jak w malignie. Już nie z miłości i nie z bólu. Ale z otępienia i ze strachu, że ojciec moich dzieci ma coś z głową... Naprawdę obawiam się, że troszkę się pogubił. I boję się. I odczuwam taki dziwny rodzaj współczucia. Osoba totalnie słaba grająca całe życie twardziela traci wszystko na czym swoją złudną moc zbudowała... pracę, opinię, rodzinę, pieniądze... od tego można zwariować... rynsztok pełen jest byłych biznesmenów...

Odpisałam... 

"Dzieci z rozbitych rodzin myśli o porzuceniu, porwaniu i opuszczeniu mają wpisane w życiorys więc w swojej wszechwiedzy zerknij w mądre książki i nie histeryzuj bo zafundowałeś im to osobiście. Z pianinem słów szkoda... I zajmij się proszę swoją andropauzą żeby pokój nauczycielski w szkole Dominiki nie nabijał się z jej przekwitającego taty rwącego nauczycielkę"... z tym ostatnim to chciałam zadać bolesny cios... i wyczekałam moment. 

I dalej...

"Chciałabym raz na zawsze wyjaśnić sprawę mojego szacunku do Ciebie i twojej pracy... Nie znasz nikogo kto miałby większy szacunek do drugiego człowieka niż ja miałam do Ciebie i Twoich potrzeb. Dziś wiem, że to był błąd... ale tak było i nie zdejmie z Ciebie winy za obecną sytuację zaprzeczanie faktom. Najważniejszy dyplom w swojej karierze masz również dzięki mnie... obudź się i nie bądź śmieszny. Jak podaje literatura fachowa... naturalną sprawą dla jednostek słabych moralnie, a taką zawsze byłeś... jest... przy tym poziomie winy i zadanego okrucieństwa... budować swoją rzeczywistość... jako sposób na przejście tej sytuacji... Rozumiem to już. Ale nie gadaj już o tym szacunku bo żałosne to i słabe strasznie... nie staraj się zostać w mojej pamięci jako burak. Wystarczy, że jesteś zagnieżdżony jako ladacznica."

Uważam niebezpodstawnie, że niezła ze mnie literatka:)


niedziela, 10 czerwca 2012

Wytapetowalam sypialnie...

I czekam az ta tapeta wyrzuci go z tej sypialni i z mojej glowy. I czekam az przestane czekac. Jego plyty sa juz w wozkowni i bede chciala zagospodarowac czyms jego biurko...
Tajemnica jest dlaczego nie zabral swoich rzeczy...i oprocz tych powodow majacych swe zrodlo w moich marzeniach jest tez jeden najbardziej prawdopodobny...znaczenie terenu...osikal niejako SWOJ DOM...

Bylo przezabawnie... Beata ze mna mierzyla, kleila i przymierzala a Basia z Mirka chichraly sie do rana... To wszystko przy winku, piwku i makaroniku... Teraz skonczylam sprzatac. Moje Laleczki Dwie beda zachwycone.

Postanowilam skserowac i schowac gleboko jego pisma procesowe i tym samym zawarte w nich klamstwa i bzdury jasne dzis nawet dla mojej starszej Corci... Kiedys dam to przeczytac Dziewczynkom. Powinny znac ojca.

Moja nowa sypialnia jest cudna...

czwartek, 7 czerwca 2012

Ciagle nie wierze, ze on to robil...

Ciagle nie wierze, ze sms-owal po nocach z domu... Ukrywal sie? W kiblu? Przed kompem? Nasluchiwal jak dzczeniak czy nie nadchodze? Straszne to. Ale nie tylko dla mnie... Z niego czyni to walacha po prostu, dziecko... i to takie niedorozwiniete... I takiego palanta malutkiego... Wstyd mi za niego. Za ta malosc i za ten brak godnosci. Ohyda.

niedziela, 3 czerwca 2012

Pierwszy raz nie moge zasnac...

I mysle jak mozna byc takim draniem bez kregoslupa... Spotkalam sie z naszymi znajomymi...jedynymi wspolnymi... Bardzo chcialam. Dawno nie widzielismy sie a bylismy kiedys bardzo blisko. I on przebieral z nogi na noge chcac jakby jak najszybciej zakonczyc spotkanie. Rzucil pare niemilych uwag. Nie sluchal co odpowiadalam na zadane pytania. Byl dosc znudzony i nazywal to zmeczeniem. Ona...teraz mysle...ciut za bardzo wypytywala o poszukiwania mojej pracy i oboje nie przyjmowali mojego tlumaczenia ze ja nie moge i nie chce pracy, ktora bedzie musiala stac sie dla mnie sensem zycia. Ze nie podejme pracy, w ktorej musialabym pracowac do switu bedac gosciem w swoim domu i w swoim zyciu... Nie chcieli przedluzyc spotkania tlumaczac to zakupami i praca...a spotkali sie wieczorem z Nim... Gdy wczesniej probowalam opisac w smsie takie niemile wrazenie ze spotkania... zadne nie raczylo odpisac. To chyba najbardziej oburzajace. I takie tanie. I male. Ciekawe czy to spotkanie przed druga rozprawa mialo cos na celu... Jestem tym tak wstrzasnieta, ze nie moge zasnac. Tym potraktowaniem mnie tak przedmiotowo... I dlatego chcialabym ograniczyc prawa rodzicielskie Bartka... zeby miec wplyw na zycie moich dzieci taki...zeby takich ludzi w zyciu moich dzieci bylo jak najmniej.

Mysle po dzisiejszych wydarzeniach mocno o odizolowaniu sie od Bartka...z nim blisko niczego nie zaczne na nowo. Kazda taka rzecz bedzie mnie wytracala z tak trudno osiaganej rownowagi... Musze pogadac z prawnikiem. O tym na co czekam i czego sie spodziewam. O tym, ze nie chce czekac u co mige osiagnac. Rozprawa numer dwa nie bedzie ostatnia...ale chcialabym zeby nie byla jedna z pierwszych...

Sama na siebie jestem zla o to, ze tak ciezko to przechodze... Zasiewskich skreslam z telefonu juz. Bartka za chwile. Czuje, ze juz sie dusze ta przeszloscia, ktora za nic w swiecie nie chce stac sie na powrot terazniejszoscia... Choc jeszcze nie umiem nabrac powietrza...respirator juz wyciagaja...

Zastanawiam sie czy powiedziec o tym Bartkowi czy sama starac sie kontrolowac te kwestie... Nika mysli, ze on chce wrocic bo jest "mily dla mnie ostatnio"... Ale co mam zrobic... poklocic sie z nim glosno? W nowej sprawie czy starej? Nie wiem co on moglby zrobic...przeciez nawet klocic juz sie nie chce...
Chce spokoju... Boli mnie glowa...

sobota, 2 czerwca 2012

Fleszarowej "Lato nagich dziewczat"

Przeczytalam. Alez sex kipial wszedzie w tych latach piecdziesiatych... Wyzwolenie. Lato. Luz. Sex. I papierosy. Wszechobecne.I Grand Hotel. Ale nastroj...

Opolski Festiwal 2012

Olek Klepacz i jego teksty... lapia mnie zawsze za serce...

... Kochac Cie to sztuka
Lza o smiechu marzy...
Stary a mlodosci szuka...
Chce byc wszedzie tam gdzie teraz mnie nie ma...

piątek, 1 czerwca 2012

Dzien Dziecka...

Analizuje sobie wlasnie nasze rodzinne knajpiane wyjscie swiateczne...nawet sie nie zdziwil, ze zamowilam kaszanke...nigdy nie jadalam... Wymazal i zapomnial. I nie wspomina. Jestem tlem dzieci. Jakie to smutne... A ja...

Kiedys roza bylam
Lecz nie jestem teraz
Kiedys roza bylam Twoja
Cierniem jestem dzis gdy sie przygladasz mi
Nie kobieta...

Tak jakos Kayah mi sie przypomniala...

Ostatni...

Zatancz ze mna jeszcze raz
Otul twarza moja twarz...
Gdy Ciebie zabraknie
Ziemia rozstapi sie
W milosci trwam
Gdy kiedys odejdziesz nas juz nie bedzie
Siebie nie znajdziesz tez...
W salonie wsrod cieplych swiec juz nigdy nie zbudzisz mnie
Juz nigdy nie powiesz mi jak bardzo kochales mnie...

niedziela, 27 maja 2012

Anioły, których nie ma...

Wilki w radiu Złote Przeboje...

Z Tobą odeszły Anioły
Jest noc w ogromnym domu...
Umierałem i wołałem do nich...
Nie ma nas!
Zostałem sam...

Już rano... i to przeszło rok później...

A w mojej głowie znowu ciągłe rozważania o nim, o mnie, o nas, o naszym... bądź co bądź życiu..., dzieciach, planach, lubieniach i nielubieniach, przyzwyczajeniach, obietnicach, kłótniach, wannach, śniadaniach i filmach, i wakacjach, i zakupach... A ja już myślałam, że to sobie ułożyłam i zapomniałam...

Czy to się kiedyś skończy?

I ta straszna tęsknota do tego żeby mnie przytulił... nawet taki zły i taki niedobry, i taki nieuczciwy... Mocno i długo... żebym mogła wypłakać w niego właśnie te wszystkie łzy jakie mi jeszcze zostały...

I ta obawa, że moi świadkowie powiedzą całą o nim prawdę tak dobitnie, że sąd da nam rozwód już na najbliższej rozprawie... a ja... jeszcze chciałabym się łudzić... I to zmartwienie żeby mu nie było za bardzo przykro z wymienną myślą o tym, że może gdyby to wszystko usłyszał to by zrozumiał...

Przypomnienie sobie tych kłamstw, sms-ów, złośliwości, niezadowolenia, znużenia i tego wyrazu twarzy, kiedy wiedziałam... pokazuje jednak boleśnie, że to nie miało sensu... Jednoczesne zdanie sobie sprawy z tego, że ten człowiek robił to pewnie z powodu wielkiego rozczarowania i wielkiej swej nie szczęśliwości nie pomaga. Ten człowiek, który był wszystkim... tak bardzo się ze mną męczył i taka byłam dla niego niewłaściwa. A ja go tak bardzo chciałam kochać. 
Czy gdybym była inna mogłoby się udać? Czy mogłabym być inna? Lepsza? Właściwsza? I czy byłabym wtedy sobą? A czy warto być sobą skoro jest się wtedy niewłaściwym?

Ewidentnie rozmyślania te zaniżają moją samoocenę.

Jedyny raz pozwolę sobie w tym miejscu (i nigdy więcej) napisać jak bym chciała żeby było...

Chciałabym żeby zrozumiał, chciałabym żeby kochał jak w filmach, chciałabym żeby tak strasznie bał się rozwodu jako formy ostatecznego rozstania, że przyszedłby i prosił, przepraszał i tłumaczył, i obiecywał. Chciałabym żeby chciał być moim mężem nadal. Chciałabym żeby nie wyobrażał sobie życia beze mnie. Chciałabym żeby nie mógł wyobrazić sobie innego faceta przy mnie i żeby ta myśl nie dawała mu spokoju. Chciałabym żeby chciał tak chcieć.

Obojętność jego jednak wobec mnie nie pozwala mi tych myśli nawet zamieniać w marzenie.

Top Trendy 2012

Śpiewa Jula...

"Za każdym razem"

Poza nami jest ta miłość jedna, która nie istnieje bez nas
Ona nigdy nie chce nas rozdzielać, bez niej nie możemy przetrwać
Choć przed nami jeszcze długa droga, pomoże nam ją pokonać
Wiem, że mamy w sobie tyle siły, że się nie poddamy nigdy.

Za każdym razem więcej tych słów, przez które cierpię
Za każdym razem głębiej, ja wciąż wracam po więcej.

Chciałabym być obojętna,
na błędy, które popełniasz.

Ciągle myślę co jeszcze nadejdzie,
Chciałabym wiecznie żyć we śnie,
W którym zawsze będziesz moim księciem,
Prowadzącym mnie za rękę.
Będziesz zawsze chronił moje serce,
Aby czuło się bezpieczne.
Może poczujemy wtedy szczęście,
Kiedy los przed nami klęknie.

sobota, 26 maja 2012

Dwa miesiące od pierwszej rozprawy...

 I dwa miesiące mojego milczenia w tym miejscu...
Naprawdę nie  miałam siły pisać...
W tym czasie moje życie wyglądało jak jakiś europejski dramat osadzony w powojennym półświadku osób knujących, plączących i wbijających noże w plecy w ciemnej uliczce...

Były listy do rodziny o tym jaka byłam zawsze zła i nie wspierająca. I jak teraz ograniczam kontakty z dziećmi, a on przecież taki dobry... uczący, kąpiący, malujący pokój... (bez wspomnienia, że z mojej inicjatywy). Był Dzielnicowy, wyznania uczuć w smsie do nauczycielki z prośbą o przekazanie Dominice tej wielkiej miłości i podziwu, wywoływanie Dominiki z lekcji celem przytulenia... Czułam się osaczona, chciałam uciekać... nie miałam siły nawet słowa napisać...

Teraz się uspokoiło... ale już nie wiem co lepsze. Teraz jest miło, od tygodnia nawet na mnie patrzy, a nie patrzył przeszło rok... Rozmawia ze mną. Choć czuję, że jestem mu obca. Nie wiem nawet czy pamięta, że ze mną był. I to nie pomaga... Bo jeśli on przeszedł już nawet etap złości na mnie i gadać ze mną potrafi jak ze spotkaną sąsiadką w windzie a ja ciągle za nim tęsknię to to jest naprawdę masakra i rozdzieranie serca i mózgu na nowo... i na nowo.... I myślę sobie, że po tym wszystkim... skoro tęsknić potrafię to powinni mnie jakimś prądem porazić w ramach terapii.

Dzień Mamy i Taty w szkole Niki był bardzo ładnym show... z tym, że wierszyki o "kochających rodzicach, z którymi na łąkę pójdę, bo moja rodzinka najlepsza..." rozwaliły mnie na takie kawałki, że cały następny dzień się składałam do kupy leżąc w łóżku z bólem głowy stulecia!

A Malina ostatnio chce ciągle nocować u taty... Oszalała na jego punkcie, albo na punkcie filmów, które jej puszcza... Chyba zatem nie bardzo w tej chwili kogoś ma... skoro tak bez zapowiedzi zabiera do siebie Malinę na noc... Choć nie wiem co ta informacja czy raczej podejrzenie wnoszą w moje życie...

Dziewczynki pojechały z nim nad morze... Migrena i ta pustka zdołowały mnie bardzo. Brakuje mi ich bardziej niż kiedykolwiek właśnie dzisiaj...